Horror na drogach

W życiu nieraz jest tak, że musimy przerwać realizację wcześniej zaplanowanych zadań, bo nagle może zaistnieć równie pilna sytuacja. Wtedy można usiąść i zastanawiać się dłuższą chwilę, której sprawie okazać pierwszeństwo. Miesiąc wcześniej dane mi było stanąć przed takim dość kłopotliwym dylematem.

Sobota w moim rozkładzie tygodnia jest tradycyjnie poświęcona nocnym wypadom do lasu w celu skrytej obserwacji poczynań myśliwych. Tamtego dnia nie mogło być inaczej, zwłaszcza, że pogoda dopisywała, a Księżyc był w przededniu pełni. Ubieram się więc odpowiednio, do plecaka pakuję kamerę i niezbędne wyposażenie "zielonego partyzanta". Kiedy nadchodzi popołudnie, siadam na rower i w drogę. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że przez następnych kilka wieczorów będę trupojadem, garbarzem (tak, to nie pomyłka:) i grabarzem. Lecz nie o tym będziemy dziś gwarzyć... No więc kiedy byłem już za miastem na szosie, która biegła w szczerym polu, zauważyłem leżące w rowie duże zwierzę. To była sarna-koza. Jej ciało zdążyło już wystygnąć i stężeć... Biorę ją pod "pachę" i idę w pobliskie zarośla. Przy okazji upaprałem lewą nogawkę spodni krwią - że od stopy do kolana widniała jedna czerwona plama. W takich barwach nie mogłem pokazać się w lesie. Gdybym tak spotkał myśliwych albo straż leśną, byłoby... bardzo niezręcznie:] Musiałem odpuścić. Nic jednak nie stało na przeszkodzie aby pojechać jeszcze kawałek szosą przez las. Pomyślałem, że skoro trafiłem jedno "znalezisko", to dalej być może też coś znajdę. I rzeczywiście, niespełna trzy kilometry od tego miejsca leżał potrącony lis - martwy już (po drugiej stronie jezdni, w dole nasypu był jeszcze jeden, ale odnalazłem go dopiero nazajutrz). Być może gdybym tylko sarnę miał na głowie, to możliwe, że zdecydowałbym się na dokończenie moich zadań szpiegowskich. Zapadał coraz większy mrok i w lesie - jakby mnie kto przyłapał (co jest mało prawdopodobne, ale jednak) raczej by nie zwrócił uwagi na plamę krwi, która w ciemnościach zlewała się z cętkami moro. Ale wtedy już podjąłem decyzję. Miałem dwa zwierzaki z pięknymi futrami, a z sarny dodatkowo smaczne mięso. Nie mogłem ich zostawić - zwłaszcza futer, bo w listopadzie są już całkiem okazałe. Oprawianie ich, ćwiartowanie mięsa sarny, później zaś oczyszczanie skór (niezwykle żmudna robota) przed garbowaniem, to zajęcie na całą noc. Tak więc najbliższe kilka dni miałem z głowy.

Po drugiej stronie leżał jeszcze jeden...

Choć bardzo lubię futra naturalne, to niech nikt nie myśli, że raduję się ze śmierci tych zwierząt. Niemożliwe jest z resztą, aby zwierzołak celowo zabił jakieś albo nawet wyrażał nadzieję, że znajdzie już martwe. Potrącenia zwierząt są nieuniknione w dzisiejszym świecie. Kiedy wybieram się na poszukiwania ich, to jedynie z myślą trafienia na któreś w dobrym stanie. Żeby uwiarygodnić moje intencje, poniżej zamieszczam krótki poradnik dla kierowców. Jest tam garść wskazówek dzięki którym - jeśli wprowadzi się je w życie, będzie można zmniejszyć ryzyko kolizji ze zwierzęciem na drodze. Nie chcę aby ktoś odebrał je jako przejaw wymądrzania się, ale nie radzę ich lekceważyć. Ignoranci powinni wiedzieć, że w trakcie zderzenia np. z sarną można poważnie uszkodzić pojazd. Czołowa kolizja ze starym dzikiem przy 80 km/h to tak jakby uderzyć w kamień. Łatwo wtedy stracić zdrowie albo życie. Fakt ten dotyczy nie tylko zwierzęcia, ale również samego kierowcy i pasażerów.

Jak wiemy choćby z własnego podwórka, Polska to kraj gęsto posiekany siecią dróg. Asfaltowe nawierzchnie ułatwiają bardzo życie współczesnego człowieka. Każdego dnia miliony samochodów pędzą po swoich korytarzach we wszystkich możliwych kierunkach. Ludzie za kierownicą nie zastanawiają się zbytnio, kto stracił na tym, że teraz mogą szybko i wygodnie podróżować. Mało tego kierowcy jeszcze narzekają "bo ulice dziurawe i za wąskie" itd. - Te wszystkie troski są efektem ludzkiego nienasycenia które nigdy nie będzie zaspokojone. Prawdziwy horror z powodu istnienia dróg szybkiego ruchu i w ogóle dróg mają dzikie zwierzęta. Nie dość że ich środowisko zostało zniszczone, to na dodatek uległo fragmentacji. Zwierzęta jednak są istotami wolnymi. Migrują po ziemi od tysięcy lat, dlatego żadne sztuczne granice wytworzone przez człowieka ich nie zatrzymają. Świat nie został jeszcze do cna ogrodzony płotami, ale daleko groźniejsze od siatek są właśnie jezdnie. Zwierzęta postrzegają je co najmniej jako fosy wypełnione krokodylami - wg naszego ludzkiego rozumowania. Kiedy tak pędzone instynktem nieustannego przemieszczania, staną po raz pierwszy na brzegu osobliwej dla nich przeszkody, wówczas zastanawiają się: "Iść albo nie iść". Samochody pędzą jeden po drugim że trudno podjąć decyzję o kroku na przód. Jednak kiedy zbiorą się na odwagę i przekroczą "magiczną linię" wówczas każdy następny raz będzie łatwiejszy. Zwierzęta które wielokrotnie przechodziły jezdnię, czekają krótki czas na właściwy moment, aż znajdą większą lukę w sznurze pojazdów. Ale nie zawsze próba przejścia ulicy kończy się pomyślnie...

Większość kolizji samochodów z dziką zwierzyną ma miejsce w nocy. Dzieje się tak po pierwsze dlatego, że o tej porze zwierzęta wykazują podwyższoną aktywność, wychodzą na żer, szukają nowych terytoriów etc. Drugą przyczyną są pewne zachowania kierowców. Chodzi mianowicie o to, że podczas nocnej jazdy zdarza się rzadziej lub częściej przełączać światła - z mijania na drogowe i odwrotnie. Ta czynność skutkuje dość silnym błyskiem. Jeśli w pobliżu miejsca gdzie akurat "mrugniemy" jest przyczajone jakieś zwierzę oczekujące właściwego momentu przekroczenia jezdni, wtedy może nam wyskoczyć prosto pod koła. Oczywiście gwałtowna zmiana natężenia światła to nie jedyna przyczyna potrąceń. Duże znaczenie odgrywa prędkość w miejscach, gdzie jezdnia biegnie przez tereny o szczególnym zagęszczeniu zwierząt. Mam tu na myśli tzw. korytarze ekologiczne, które są niczym innym, jak szlakami migracyjnymi dzikich zwierząt. W internecie można znaleźć mapy z naniesionymi oznaczeniami ważniejszych tras. Wszędzie tam, gdzie musimy podróżować - zwłaszcza nocą, przez lasy, pola, łąki, nieużytki, trzeba zachować koncentrację. Wielu kierowców ulega odprężeniu kiedy późno w nocy ruch jest umiarkowany. Ale wtedy istnieje wysokie ryzyko kolizji ze zwierzęciem. Warto o tym pamiętać i zachować koncentrację przez całą drogę. Wiem, że na pustej jezdni noga staje się ciężka:] ale Czytelniku, nie warto szaleć. Lepiej dojechać wolniej i w całości, niż grzać do oporu i spowodować wypadek. Nie myśl, że przy prędkości od 100km/h zdążysz zareagować - bo nie dasz rady. Sam pozbyłem się auta na rzecz roweru. Nie jest mi już do niczego potrzebne (aczkolwiek czasem za nim tęsknię:).


AD 2014

Copyright © 2012-2018 Pierwotny Instynkt