Jak myśliwi sprofanowali zwyczaje wigilijne

W Kościele katolickim Wigilia 24 grudnia jest zwieńczeniem Adwentu - okresu radosnego oczekiwania na święta pierwszego wcielenia Jezusa Chrystusa.

Ten szczególny dzień w roku ma w sobie niesamowitą, prawie magiczną aurę i zapada w pamięć jak żaden inny. Zawdzięczamy to osobliwemu wymiarowi duchowych przeżyć, które ukształtowały się na przestrzeni wieków. Dzięki nim, atmosfera miłości, pojednania, pokoju i poczucia wspólnoty ogarnia wszystkich zasiadających przy wigilijnym stole. Spędzając ten czas radośnie w otoczeniu najbliższej rodziny ulegamy także klimatowi zadumy. Przypominamy sobie wydarzenia minionego roku, deliberujemy nad swoim życiem - co dobrego, a może złego uczyniliśmy dla innych; co warto by w sobie zmienić aby uszlachetnić swoją duszę...

Większość ludzi z naszego kręgu kulturowego - jakiego wyznania by nie byli - chce z godnością spędzić czas świąt. Niektórzy jednak dołożyli starań, aby wymieszać z błotem tradycję tego pięknego dnia. Myśliwi ukradli szlachetną ideę wigilii. Spaczyli jej zwyczaje według swoich wyobrażeń i w ten sposób dokonali zbezczeszczenia jej świętego wymiaru. Jak za chwilę Czytelnik się przekona, obchody wigilii "po myśliwsku" to nie tylko parodia świeckich zwyczajów, ale również kpiny z religii.

Największym grzechem myśliwych jest skażenie wigilii duchem śmierci. Oni urządzają sobie w ten dzień krwawe polowania - co jak tłumaczą - ma być rewelacyjnym sposobem na odczucie "niepowtarzalnej, świątecznej atmosfery". I rzeczywiście, sami dla siebie osiągnęli zamierzony efekt. Kiedy spotykają się w lesie/polu tego zimowego poranka we własnym gronie - prawie jak w rodzinie, to bynajmniej nie po to, aby tylko złożyć sobie życzenia. Ich głównym celem jest zabijanie. Czerpią z niego przyjemność, bo inaczej nie chciałoby im się wstawać o brzasku i wychodzić z ciepłego łóżka na śnieg i mróz. Polowanie oraz związane z nim emocje to kwintesencja myśliwskiej wigilii. Najważniejsze jest trafienie jakiegoś zwierzęcia i zadanie mu bólu - jako że tym ludziom mordowanie w połączeniu ze znęcaniem się sprawia dziką przyjemność... Oni nie potrafią uszanować świętości tego wyjątkowego dnia. Cała Ziemia z radością oczekuje narodzin Zbawiciela, tymczasem myśliwy bierze karabin i idzie zabijać jakby zapomniał, że zwierzęta były obecne w stajence przy Jezusie. Dlatego przynajmniej w czasie tych trzech dni świąt powinni dać im spokój.

Jak wszyscy wiemy, Wigilia jest czasem pojednania. W ten dzień także myśliwi na swój sposób godzą się ze swoimi ofiarami. Piszę "na swój sposób" ponieważ oni nikogo nie pytają, zwłaszcza zwierząt, czy odpowiada im taka forma zadośćuczynienia. To najczęściej wygląda tak, że myśliwi napełniają paśniki karmą zaś na choinkach albo nawet w samych paśnikach umieszczają opłatki - co jest parodią chrześcijańskich obrzędów religijnych. O ile na zwykłe produkty żywnościowe można machnąć ręką, to dawanie opłatka istotom, które za chwilę będą zamordowane jest niemal profanacją chleba eucharystycznego. Przypominamy, że wigilijny zwyczaj dzielenia się opłatkiem ma swoje korzenie w starochrześcijańskiej Ostatniej Wieczerzy, kiedy Chrystus przed swoją męką rozdzielał chleb między swoich uczniów. W czasach późniejszych zwyczaj ten miał umacniać duchową więź we wspólnocie. Tak zostało do dziś. Po wspólnej modlitwie ludzie życzą sobie przy tej okazji wszelkiej pomyślności i m.in. tego, aby za rok wszyscy spotkali się w komplecie. Jest to więc obrządek święty, nacechowany pozytywną energią miłości. Zachowuje on swoje przesłanie tylko wtedy, gdy obie strony darzą się szacunkiem. Jeśli myśliwi dzielą się opłatkiem w swoim gronie, to tak może być. Ale kiedy w ten sposób szukają na siłę pojednania z tymi, wobec których czują niechęć (myśliwi nienawidzą zwierząt), wówczas nawet piękne z zewnątrz formalizmy jakimi jest choćby wkładanie opłatków do paśnika - nie mają żadnego mistycznego wymiaru. Co najwyżej służą polepszeniu samopoczucia łowczych. Ta parodia ma natomiast znaczenie pijarowskie, bo myśliwi lubią chwalić się w mediach jak to "kochają" zwierzęta kiedy dają im opłatki.

Podzielić się opłatkiem ze zwierzętami może osoba, która prawdziwie je kocha, która ze swojej strony czyni wysiłki aby im jak najmniej szkodzić. Wiadomo że nawet mimo szczerych chęci nie sposób całkowicie wyeliminować negatywnego wpływu czy wykorzystywania zwierząt. Jednak za to zło konieczne, możemy przeprosić właśnie za pomocą opłatka. Wtedy rzeczywiście można uwierzyć w pokorę człowieka, który bez oznak cynizmu, lecz z serca żałuje za swoje czyny. Myśliwi również twierdzą, że polowania są złem koniecznym. Ale kiedy zapoznamy się bliżej z tym problemem, kiedy zobaczymy jaką oni czerpią radość gdy zadają ból i cierpienie, to wiedzieć będziemy, iż wszelkie formy tzw. przeprosin myśliwych wobec zwierząt są perfidnymi kpinami.

P.S. Trochę spóźniony ten wpis. Dotychczas nie było na to czasu, ale lepiej późno niż wcale:)


~B 10 stycznia 2014 roku

Copyright © 2012-2018 Pierwotny Instynkt