Przemiana w Zwierzę

Żeby człowiek dobrze czuł się w swoje skórze, to m.in. niezbędny jest taki wygląd jego powłoki zewnętrznej, który by mu odpowiadał - co do tego chyba każdy przyzna mi rację. Ta prawidłowość dotyczy również i zwierzołaków. Jeśli ktoś, kto śledzi ten tekst nie jest jednym z nich, to za chwilę będzie miał okazję dowiedzieć się, ile goryczy muszą przełknąć co poniektórzy z terian z powodu braku akceptacji do własnego ciała.

no image

Z teriotypu jestem lisem (choć wolałbym być lisicą:), a na głowie czapa z sarny, kołnierz i ocieplacze z lisa, zaś przepaska na biodrach z kuny... co tu jest grane? Wyjaśnienie znajdziesz w tekście;]

U większości zwykłych ludzi problemy z wyglądem zewnętrznym sprowadzają się do kwestii estetyczno-kosmetycznych, takich jak choćby np. nieodpowiednie wg ich posiadacza rysy twarzy, zdeformowana sylwetka i inne. Wyjątkowo trafiają się osoby z poważniejszymi odchyłami, dajmy na to - z antagonizowaniem własnej płci. Znalazłoby się jeszcze parę ekstremalnych przykładów, ale nie o tym jest mowa. Chciałbym jednak aby w tym momencie zauważyć jeden fakt: gros ludzkości niezależnie od poziomu zadowolenia - lub nie, ze swojej formy fizycznej - w pełni akceptuje bycie człowiekiem wraz ze wszystkimi jego przymiotami charakterystycznymi dla ciała homo sapiens. Mam tu oczywiście na myśli ludzką twarz, nagą skórę z owłosieniem tylko na głowie itd. A prawdziwy luksus byłby wówczas, gdyby wszyscy odznaczali się urodą wysokich lotów i nie ulegali chorobom ani starości... tak mniej więcej wygląda podejście do ciała przeciętnego człowieka. W przypadku zwierzołaków ta kwestia wygląda trochę bardziej skomplikowanie.

Terianie, mimo że po części czują się zarówno człowiekiem jak i zwierzęciem, to ich doczesna powłoka jest w pełni ludzka wraz z jej wszystkimi zaletami i ograniczeniami, które wynikają... no właśnie - z bycia "człowiekiem". Jak to się w ogóle przekłada na sposób postrzegania samego siebie? Otóż zdecydowana większość nie zaprzecza istniejącego stanu rzeczy, czyli jak najbardziej zdaje sobie sprawę z własnej cielesności. Chcę przez to powiedzieć, że raczej nikt z nas kiedy spogląda na siebie, nawet w lustrze, nie ma zwidów, które by fałszowały rzeczywistość i ukazywały nam np. głowę zwierzęcia zamiast ludzkiej i ręce porośnięte futrem. Zatem skoro w formie zewnętrznej jesteśmy ludźmi i zdajemy sobie z tego sprawę, to co do szczególnych cech takiego ciała mamy podobne oczekiwania jakie wyraża większość ludzkości. Dbamy o nie, bo po prostu staramy się dobrze wyglądać.

Jeśli teriantrop ma szczęście, tzn. genetycznie cechuje się ponadprzeciętną urodą, to już powinien się cieszyć. Całą bowiem resztę (o której zaraz powiem) - związaną "niedociągnięciami" natury z powodzeniem można zniwelować za pomocą odpowiednich rekwizytów. W znacznie gorszym położeniu co do samooceny są ci, jakby nie patrzeć - z brzydkimi ciałami. Nie da się ukryć, że bez wyglądu wstyd gdziekolwiek wyjść, zawierać znajomości itp. Kiedy taki zwierzołak widzi, że z powodu swojej fizjonomii nie przypomina ani ludzi ani zwierząt z którymi się utożsamia, wówczas stan jego samopoczucia jest nie do pozazdroszczenia.

Jednak nawet ci z nas, u których człowiecza forma ma zadowalający wygląd (wobec siebie i innych), potrafią odczuwać pewien niedosyt, albo cierpienie - choć to kwestia bardzo indywidualna. Ten stan jest spowodowany usilnym pragnieniem transformacji w zwierzę - przynajmniej na chwilę... Skoro już jesteśmy przy długości trwania przemiany, to zasadniczo gdyby ona była w ogóle możliwa, wówczas powinna trwać tylko i wyłącznie przez określony czas. Najlepiej gdyby dało się ją wywołać i cofnąć zawsze kiedy przyjdzie na to chęć. Inna opcja (stały shift) na tym świecie nie miałaby racji bytu ponieważ sprowadzałaby na zwierzołaka liczne ograniczenia i zagrożenia. Czytelnicy trochę lepiej zorientowani w temacie pewnie pomyślą, że wspominając o potencjalnych niebezpieczeństwach czyhających na shifterów chodziło mi o tych terian, którzy czują iż są zwierzem antropomorficznym. Wszakże to oni (w przeciwieństwie do ferali), najbardziej rzucaliby się w oczy zwykłym ludziom - będącym dla nich poważnym zagrożeniem. Owszem, jest w tym sporo racji, ale tak na dobrą sprawę nawet zwierzołaki z teriotypem w 100% "czworonożnym" - że się tak wyrażę, moim zdaniem też nie byliby do końca nietykalni... W każdym bądź razie, jeśli o mnie chodzi, to gdybym miał wybór, wówczas (egzystując jeszcze w tym życiu) zdecydowałbym się na zmiennokształtność, a po śmierci? - To zależy... temat ciekawy, dlatego rozwinę go bardziej w jednym z następnych akapitów.
Wracając jeszcze do zaczętego wątku chciałbym napisać kilka słów o tym, co skłania zwierzołaków do tęsknoty za shape-shiftingiem, bo podejrzewam, że zwykli ludzie czytający te linijki w ogóle nie zdają sobie sprawy jak wielkie ma to dla nas znaczenie.

Na pierwszy ogień weźmy tych terian, którzy widzą siebie w formie antropomorficznej. Jak zapewne wiesz, ciało takiej istoty łączy w sobie cechy zarówno ludzkie jak i zwierzęce. Mówiąc dokładniej, w pełni zwierzęca jest tylko głowa i ogon, natomiast tułów, nogi i ręce (zakończone pazurami) mają ludzki kształt - oczywiście wszystko porośnięte futrem... Dlaczego spora część z nas właśnie tak chciałaby wyglądać, a nie np. być zwierzęciem w pełni czworonożnym? Żeby zrozumieć tę kwestię, to trzeba sobie przypomnieć coś, o czym wielokrotnie pisałem w innych tekstach: duch zwierzołaków stanowi mieszankę pierwiastków ludzkiego i zwierzęcego (u każdego teriana w innych proporcjach). Jeśli więc duch jest hybrydowy, tak i ciało powinno być podobne, aby te dwie sfery mogły z sobą współistnieć w zgodzie. Kiedy dwie części nie są idealnie zgrane wówczas powstaje konflikt, który w przypadku teriantropów objawia się co najmniej w dyskomforcie psychicznym. Oprócz czysto duchowego pragnienia dochodzą tu jeszcze bardziej przyziemne aspekty; po prostu już sam taki wygląd jest dla nas pod wieloma względami ekscytujący. Także ważną sprawą byłoby posiadanie ludzkich chwytnych rąk, które jak wiadomo, są narzędziem doskonałym.

no image

Antropomorficzne zwierzę, lub jak kto woli - zoomorfoczny człowiek. Wielu z nas pragnie takiej formy, oczywiście zgodnej ze swoim teriotypem.
Art © Eric Mars(?) poprawcie mnie jeśli się mylę

Większość z nas zdaje sobie sprawę, że o prawdziwym shapeshiftingu można jedynie pomarzyć (przynajmniej w tym życiu). Trudno egzystować ze spokojem ducha mając świadomość, że do śmierci trzeba będzie istnieć w nie swoim ciele. Ci, którzy sobie z tym nie radzą powinni pamiętać, iż nie można mieć wszystkiego, co by się chciało - żebyśmy nie byli zbytnio rozpieszczeni. Życie ziemskie nie jest od tego, by tylko brać, ale po to aby dawać od siebie innym i przez to zbierać zasługi do życia pozagrobowego. Z drugiej strony warto się zastanowić, do czego tak na prawdę potrzebna jest prawdziwa fizyczna przemiana w anthro-zwierzę tu na ziemi? Chyba tylko do seksu gdzieś w jaskini (to rzeczywiście byłby odlot;), a tak poza tym byłyby same kłopoty z takim ciałem - w przypadku gdyby zobaczyli nas zwykli ludzie. Komu marzy się zwierzołaczy seks, niech sobie nazbiera futer i sporządzi kostium. Jeśli się go dobrze wykona, to będzie efektownie wyglądał, a i przyjemności dostarczy niemało.

no image

Przede mną wielka polana w środku Puszczy. Tam w dole dwóch gości szukało magicznych grzybków. Wieczór nadchodził, a ja zastanawiałem się, czy wejdą na górę...

Trochę inaczej wyglądają zapatrywania terian, którzy chcą przedzierzgnąć sie w feral-zwierzę. W ich przypadku znakomicie widać szereg ułatwiających przetrwanie cech. Przede wszystkim forma - nie do odróżnienia od zwykłych zwierząt, tzn. tych, które są nimi od urodzenia. Ponadto: zwinność, refleks, siła, zmysły - w zależności od gatunku i tak zwykle w daleko lepszej jakości niż ludzkie. Do tego dochodzi rzecz najważniejsza, czyli ludzka inteligencja. Wszystko to czyniłoby z teriantropa istotę niemal idealną. Zwierzołak przemieniony np. w kunę zyskałby przymioty dzięki którym stałby się groźnym zabójcą ludzi: wszędzie wejdzie i znajdzie pożywienie, inteligencja uchroni go od pułapek, niewielkie rozmiary ułatwią skryte życie... Innym ciekawym plusem jest możliwość bliskiego kontaktu z prawdziwymi zwierzętami, takimi jakimi są w rzeczywistości, a nie oswojonymi czy z innymi zadanymi przez człowieka wypaczeniami. Zalety można by jeszcze wymieniać. Niezależnie od tego istnieją także wady. Chyba najważniejszą z nich jest fakt, że przybranie formy feral byłoby bezpieczne tylko w przypadku niewielu, mało rzucających się w oczy gatunków. Natomiast w pozostałej większości shapeshifting, dajmy na to - w sarnę, wiązałby się z poważnym niebezpieczeństwem, zwłaszcza w obecnych czasach. Niechby taki zwierzołak będąc w lesie nie zauważył w porę myśliwego - ten nie zawahałby się podnieść broni.

Zarówno dla anthrosów jak i ferali ważną sprawą byłyby okoliczności zaistnienia shiftu oraz długość jego trwania. Zgodnie z tym co pisałem wcześniej - najlepiej gdyby zachodził na życzenie i trwał tylko tyle, ile komuś się podoba - tak to każdy by chciał! Ale co jeśli nikt nie potrafiłby nim sterować, bo wywoływałaby go np. Pełnia Księżyca? Wtedy każdy musiałby udać się w tę noc na dalekie odludzie. Jedna noc w miesiącu... wystarczy aby się dobrze zabawić, zwłaszcza w podobnym sobie towarzystwie;) W ogóle wpływ Księżyca na zwierzołaków w jego Pełni, to bardzo interesujące zagadnienie... podejmę je szerzej, lecz kiedy indziej.

Wielu z nas zastanawia się, jaki będą mieli wygląd gdy wreszcie śmierć zabierze ich z tego świata. Można jedynie domniemywać co się wtedy stanie. Moim zdaniem najuczciwiej będzie powiedzieć, że jeśli ktoś godziwym życiem ziemskim zasłuży sobie na nagrodę, to dostanie wszystko, co będzie dla niego najlepsze w zaświatach. Przybierać kształt jaki się chce i kiedy się chce, to coś, o czym marzy chyba każdy z nas. Jednakże trzeba rozważać opcję, iż dany zostanie tylko jeden wybór, na początku, a jego rezultat zostanie na całą wieczność bez możliwości zmian. Najgorszym rozwiązaniem będzie brak jakiejkolwiek zmiany formy w byt inny niż ludzki - trzeba się liczyć z taką ewentualnością, aby nie ulec rozczarowaniu gdy tak zdecydują Ci, tam w Górze. Ale nie zakładajmy od razu czarnych scenariuszy, dlatego żyjmy tak, aby wysłużyć sobie to, co chcemy otrzymać - tak na wszelki wypadek. Jak ma wyglądać doczesna egzystencja zwierzołaka aby dostąpić zaszczytów po śmierci? - Temat szeroki i głęboki jak ocean. Pewnie napiszę o nim w przyszłości, ale uprzedzam, że nie uważam się za autorytet.

To prawda, że jest nikła szansa aby własnymi siłami znaleźć klucz do prawdziwej przemiany w zwierzę. Są tacy, którzy twierdzą iż posiedli tę umiejętność albo znają kogoś, kto to potrafi. Ja nie wierzę w ich słowa, bo jakoś nikt nie chce zademonstrować tego cudu ani przynajmniej zdradzić umożliwiających go metod. Sam próbowałem wielu środków, i to takich, których raczej mało kto by się zdecydował na przetestowanie. Nic nie pomogło. Może coś robiłem źle... kto wie, ale i tak nie dam rady samodzielnie skorygować błędów, bo nie wiadomo gdzie ich szukać. Z biegiem lat coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że fizyczna transformacja nie jest przeznaczona dla istot żyjących na ziemi.

Substytuty fizycznego shapeshiftingu

Zwierzołaki które czują wewnętrzny zew przemiany muszą szukać jej form zastępczych. Mam tu na myśli użycie odpowiedniego przebrania. Chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć, że w naszym przypadku założenie "drugiej skóry" stanowi najbardziej wyrazistą ekspresję swojego, na co dzień ukrytego fenomenu. Do sporządzenia kostiumu będą potrzebne futra - naturalne. Zwierzołaki powinny używać tylko takich, albo żadnych. O etycznych sposobach ich pozyskiwania pisałem tu. Wiadomo, że godne zdobycie naturalnych futer wiąże się z ogromnym wysiłkiem, jednak dla prawdziwych duchem terian nie będzie on nigdy za wielki. Futra sztuczne są dla sztucznych istot, które idą po najmniejszej linii oporu i które mają nikłe pojęcie, o co w tym wszystkim chodzi.

Pewien odsetek zwierzołaków nie potrzebuje się przebierać. Oni akceptują swoją doczesną powłokę i przechodzą na tym do porządku dziennego. Ale ci z nas, których ciągnie do futrzanej transformacji nie spoczną dopóki jej nie zrealizują. Przynajmniej raz na jakiś czas musimy jej dokonać, aby doświadczyć zwierzęcej ekstazy. Dla wielu terian już samo przebywanie na łonie natury działa kojąco, ale to + futra daje potężne doładowanie energią... tego nie można wyrazić słowami - kto choć raz próbował, ten wie!

no image

Bieganie po lesie w futrzanym wdzianku to jedna z ulubionych aktywności zwierzołaków. W październiku są ostatnie chwile, kiedy można się wystroić tak skąpo jak na zdjęciu. Ubiór zimowy musi być o wiele bardziej rozbudowany (o ile ktoś chce by składał się wyłącznie z samych futer)

Jednak nie jest łatwo osiągnąć maksymalny poziom zazwierzęcenia tylko przy pomocy samych futer. Co prawda, aby np. parzyć się w nich, to można to zrobić nawet w domu i będzie fajnie. Ale żeby poczuć na prawdę konkretną moc, wówczas oprócz oczywiście kostiumu niezbędne jest odpowiednie otoczenie i pora.

W zależności od tego, co chce się osiągnąć trzeba wybrać odpowiednią ku temu porę. Kto chciałby trochę posiedzieć z duchami zwierząt, ten powinien czekać na najdłuższą noc w roku - wtedy są największe szanse na ich kontemplację. Teriantrop który pragnie nadzwyczajnego wzmocnienia swojej zwierzęcości, niech przebiera się w świetle Pełni Księżyca. W obu przypadkach konieczne jest, aby dokonać tego w miejscu maksymalnie odludnym. Powinno być ono jak najmniej zmienione antropogenicznie. Nie mogą tam docierać światła i dźwięki pochodzące od ludzi i ich wytworów. Ważną sprawą jest by nikt postronny nie mógł z daleka dostrzec blasku ogniska i nas podejść. Niestety ale dziś trudno o takie miejsca. Dla niektórych jest to duży problem, bo muszą daleko jeździć w ich poszukiwaniu. Za jakiś czas przedstawię dokładniej jak przygotować się do tych dwóch aktywności.

Zwierzołaki których teriotypem są pospolite gatunki wielkości co najmniej kuny, mają stosunkowo najmniej problemów ze zdobyciem ich futer i co za tym idzie, ze zgodnością gatunkową. W daleko gorszym położeniu są ci, z teriotypem małych lub rzadkich i egzotycznych zwierząt. Małych futerek nie ma sensu gromadzić, bo niby co z nimi począć? Z myszy czy wiewiórek nie da się zrobić sensownego przebrania. Skór zwierząt rzadkich np. niedźwiedzia, wilka, rysia raczej nie znajdziemy na ulicy. Oczywiście jak ktoś ma łeb na karku, to je sobie zorganizuje. Nie mam tu bynajmniej na myśli kupowania czy ich zabijania, lecz podjęcie tego, co już zostało zabite... nie jest to jednak wiedza dla ogółu.

Kto nie ma możliwości dostania futer swojego teriotypu, niech korzysta z tego, co jest dostępne. To nic, że lew ubierze się lisie futra. Liczy się szczerość serca i uczciwość w ich pozyskaniu. Podobnie sprawa wygląda u tych, którzy w prawdzie mają pod dostatkiem skór zgodnych ze swoim teriotypem, ale którzy łączą je z innymi gatunkami. Można tak robić, jeśli wykazuje się sentyment do nich. U mnie wygląda to w ten sposób, że czuję się lisem, ale lubię też m.in. sarny i kuny. Traktuję je i ich duchy jako opiekunów i przewodników.

Ilość futrzanych elementów i sposób ich noszenia uzależniony jest od temperatury otoczenia. Latem, kiedy jest ok. 20*C można się ubrać tak, jak widać na zdjęciach. Nie należy wszakże bardziej się nimi owijać, bo będzie za gorąco, a wtedy ciało zaleje pot. W zimie trzeba już użyć bogatszego zestawu - jego konfiguracja uzależniona będzie od naszej aktywności i ilości posiadanych futer. Ci, którzy zamierzają spędzić noc we dwoje przy ekranowanym ognisku w wiadomym celu;) albo odprawiając jakiś rytuał, tym wystarczy zwierzęca czapa, kamizelka, przepaska na biodra z ogonem, owijki na przedramiona i pończochy (sięgające co najmniej do płowy uda) z dobrze zmiękczonych futerek. Te elementy powinny być tak uszyte, aby futro było zarówno z zewnątrz jak i od wewnątrz (bo wkładasz je na gołe ciało). Wtedy jest super ciepło i czuć mega przyjemne łaskotanie;) To niestety wiąże się z użyciem podwójnej ilości materiałów, jeśli je masz, to sobie nie żałuj. Nie po to je zbierasz, aby leżały w szafie jako pożywka dla moli.
Jeśli na dworze panują mrozy, wówczas kamizelka i pończochy to za mało, bo ręce i tyłek zmarzną. W związku z tym konieczne jest sporządzenie stroju zakrywającego całe ciało - może on mieć formę kurtki i spodni. Jednak aby wszystko zachowało estetykę (myślę, że dbasz o nią), to całość musi być dopasowana do ciała no i być uszyta z "artystycznym pazurem".
Kto nie ma dostatecznej ilości skór, ten może tylko postarać się o czapę, a na ubranie z tkanin zakładać futrzane dodatki - można i tak. Jeśli ubranie jest dobrze skrojone i ma klimatyczny fason, to wygląda niezgorzej.

P.S. Jeśli w najbliższych tygodniach nic się ze mną nie stanie, to kiedyś rozwinę ciekawsze zagadnienia z dzisiejszego tematu. Zatem cierpliwości i do zobaczenia... nie wiem za ile.


Берия, 27-10-2019г.

Copyright © 2012-present. Pierwotny Instynkt